Że w momencie opuszczania LO będę się śmiać i cieszyć. Że za cholerę nie będzie mi żal.
Bo były chwile (ba, miesiące!) nienawiści. Szczerej i wielkiej nienawiści w której obrabiałam wszystkich znajomych (z LO) i wszystkich nauczycieli i na dodatek budynek i ludzi tam pracujących..
I cannot hate enough to love..
I to chyba prawda, bo z tej głębokiej nienawiści budzi się jescze większa miłość.
Na prawdę byłam (jestem) smutna, na prawdę było (jest) mi żal.
Z resztą nadal jest.
Jedyne (głupie swoją drogą) pocieszenie to fakt, że zobaczę się z nimi na maturach. Zobaczę się z moimi ulubionymi nauczycielami, znajomymi.
Tak swoją drogą to śmieszne ale o mały włos i by się nam stworzyła "klamra kompozycyjna" na okres liceum. Ale cóż to chyba pozostanie naszą klasową słodką pitagorejską tajemnicą :).
Co do ocen. Haha :]
Jestem zadowolona. Z matmy i fizyki. Z tych ocen jestem zaiste dumna. Moja cięża praca się opłaciła. Byleby egazminy to potwierdziły.
Ale wiecie jak to jest.. Jak dla mnie to kwestia farta - masz lepszy dzień, akurat podobne zadanie robiłeś, itp.
Ponieważ odchorowuje wczoraj to chrzanię dalsze pisanie wyssanych z palca bzdur.
Nie mogę się doczekań "końca matur" bo:
będę za***rdalać na basen w każdej wolnej chwili
będę czytać moje kochane książki
będę rysować
i.. pojadę z dziewczynami! <3
Kaśka.
Nastrój:
tagi: